Prasa o Resovii
Resovia po pierwszym treningu PDF Drukuj Email
Wpisany przez Kasia   
środa, 25 sierpnia 2010 19:52

Rano badania lekarskie, przed południem siłownia, po południu trening w hali na Podpromiu. Tak wyglądał pierwszy dzień przygotowań siatkarzy Asseco Resovii, którzy w nadchodzącym sezonie stawiają sobie wysokie cele. W inauguracyjnych zajęciach uczestniczyło dziesięciu zawodników.

Na treningu nie było kadrowiczów przygotowujących się do rozpoczynających się 25 września do mistrzostw świata we Włoszech. Mateja Cernica, Georga Grozera, Krzysztofa Ignaczaka oraz trójki młodych graczy - Mateusza Miki, Kamila Długosza i Mateusza Nożewskiego, którzy trenują z reprezentacją juniorów sposobiącą do startujących wkrótce ME na Białorusi.

Wśród nieobecnych znajdowali się także inny młody gracz - Tomasz Kowalski, który wkrótce powinien dołączyć do kolegów; Andrzej Kowal, drugi trener, który otrzymał kilka dni urlopu; Giovanni Miale, trener od przygotowania fizycznego pracujący obecnie reprezentacją Włoch; Sergiusz Ruszel statystyk, który będzie pomagał trenerowi Grzegorzowi Rysiowi podczas ME juniorów.

Podczas zajęć w hali zawodników obserwowało kilkudziesięciu kibiców (powitali siatkarzy brawami) resoviacka "10” grała m.in. w popularnego wśród piłkarzy "dziada”. Travicy pomagali w zajęciach Tomasz Kozłowski i Marcin Ogonowski.

- Jesteśmy optymistami. Jestem przekonany, że w tym roku mamy taką drużynę, która nie tylko teoretycznie, ale także praktycznie będzie zdolna grać o najwyższe cele. Nie wykluczone, że pozyskamy jeszcze jednego zawodnika na środek – twierdzi Karbarz. – Cele jakie stawiamy przed zespołem jest walka o złoto w trzech "kategoriach” – lidze, Pucharze Polski i europejskich pucharach.

Resovia w okresie przygotowawczym ćwiczyć będzie w Rzeszowie i Kielnarowej. Zagra towarzysko z Siatkarzem Wieluń, AZS-em Częstochowa i Delectą Bydgoszcz. Weźmie udział w trzech turniejach - w Rzeszowie, im. Jana Strzelczyka (1-3 października) podczas którego zmierzy się z tureckim Fenerbahce Stambuł, niemieckim Netzhoppers KW i włoską Coprą Morpho Piacenza. Potem będzie tradycyjny turniej w Krośnie (7-9 października) z udziałem ekipy z Humennego, Wielunia i Farta Kielce).

Na tydzień przed ligą resoviacy pojadą do Warszawy na Memoriał Zdzisława Ambroziaka. Pierwszy mecz ligowy rozegrają 23 października w Wieluniu z Siatkarzem. Ponieważ nasza hala jest zajęta, nastąpiła zmiana gospodarza premierowej potyczki. Potem brązowy medalista pojedzie do Warszawy, gdzie zmierzy się z Politechniką. Inauguracja PlusLigi na Podpomiu ze Skrą Bełchatów.

Kibice wykupili do tej pory ponad 2200 zarezerwowanych wcześniej karnetów. Od środy rozpoczyna się ich wolna sprzedaż. Trafi do niej około 1000 wejściówek.

Źródło: nowiny24

 
Resovia mierzy w mistrzostwo Polski PDF Drukuj Email
Wpisany przez Kasia   
poniedziałek, 02 sierpnia 2010 16:28


Zespół Asseco Resovii na papierze wydaje się mocniejszy niż rok temu. W składzie nie brakuje gwiazd światowego formatu. Ceny karnetów też poszły w górę, co mogłoby oznaczać, że klubowy budżet jest znacznie wyższy niż w ub. sezonie, podobnie jak i aspiracje.

- Choć udało nam się pozyskać świetnych zawodników, nasz budżet jest na podobnym poziomie, jak w ubiegłym roku - mówi wiceprezes Asseco Resovii, BARTOSZ GÓRSKI. – Staramy się co roku przesuwać ciężar wynagrodzeń w kierunku premii za wyniki i jeśli uda nam się zrealizować cele sportowe to budżet będzie wyższy o kilka procent. Sytuacja finansowa klubu jest bardzo dobra, od lat jesteśmy postrzegani jako stabilny, profesjonalny i wypłacalny partner. Dzięki temu jesteśmy coraz bardziej atrakcyjnym klubem zarówno dla zawodników jak i sponsorów. Oczywiście ten rozwój nie byłby możliwy bez naszych kibiców i sponsorów. Rzeszów zawsze miał duży sentyment do siatkówki i chcemy, aby Asseco Resovia odwdzięczyła to piękne uczucie najwyższymi tytułami w polskich i europejskich rozgrywkach. 
- Zakontraktowanie takich gwiazd, jak Cernic, czy Grozer, musiało jednak sporo kosztować…
Bartosz Górski: - Nigdy nie podawaliśmy wysokości kontraktów naszych zawodników i teraz też nie zrobimy wyjątku. Udało nam się podpisać umowy, które, jak uważam, są satysfakcjonujące dla obu stron. Poza tym od kilku lat staramy się prowadzić klub jak normalne przedsięwzięcie biznesowe i maksymalizować przychody przy minimalizacji kosztów. Tu najlepszym marketingiem jest sukces sportowy i zabezpieczenie tego rodzaju ryzyka stanowi najtrudniejszy aspekt naszej działalności. Dobrze skonstruowany skład w oparciu o solidny budżet oraz rzetelna współpraca ze sponsorami i kibicami to nasza ciągła praca i wyzwanie, które staramy się jak najlepiej zrealizować. Na chwilę obecną mamy już zagwarantowany budżet, włączając w to ewentualne premie dla zawodników za mistrzostwo Polski, czy sukces w Pucharze CEV. Przedłużyliśmy umowy z prawie wszystkimi sponsorami, których posiadaliśmy w poprzednim sezonie i którzy widzą, że faktycznie jest sens pomagania rzeszowskiej siatkówce. Pojawią się też nowi sponsorzy, co niezmiernie nas cieszy i wkrótce o tym będziemy informować.
- Sprowadzenie takich zawodników jak Cernic, czy Grozer, napawa kibiców Resovii dużym optymizmem…
- I chciałbym również, abyśmy w tak dobrych nastrojach mogli się spotkać po zakończeniu sezonu. Patrząc na dokonania ww. dwójki w LŚ, należy się tylko cieszyć, bo będą naprawdę dużym wzmocnieniem. Asseco Resovia ma coraz większe ambicje i do ich realizacji potrzebny jest zdeterminowany na sukcesy zespół ludzi. Młodzi zawodnicy mają się od kogo uczyć, a ci bardziej doświadczeni też maja jeszcze sporo do udowodnienia. Mnie cieszy fakt, że w tej drużynie coraz liczniej pojawiają się zawodnicy z naszego regionu, bo to dowód na to, że nasz system szkolenia i skautingu zaczyna przynosić efekty. Liczymy też na Młodą PlusLigę i pokładamy spore nadzieje w tych utalentowanych chłopakach. Będziemy ich obserwować i prowadzić szkoleniowo przy udziale kadry z seniorskiej drużyny.
- Oglądanie mocniejszego zespołu Asseco Resovii będzie jednak kosztowało kibiców nieco więcej, co ma odzwierciedlenie w cenie karnetów…
- Karnety są droższe, ale wynika to z tego, że zmienił się system rozgrywek i spotkań w trakcie sezonu będzie więcej. Karnet będzie obejmował także (mam nadzieję) trzy pierwsze rundy pucharu CEV, zatem cena jest korzystnie dla kibiców skorelowana z ilością meczów. Jeśli do tego dodamy rabaty, które przygotowujemy w ramach Karty Kibica to oprócz prestiżowej wartości samego karnetu dojdzie jeszcze materialny jego aspekt. Kibice nas do tej pory nie zawiedli i chcemy to premiować. Zwłaszcza, że rozśpiewane, biało-czerwone Podpromie było jednym z powodów, dla których nasze mecze były najczęściej pokazywane w Polsacie Sport. Przyniosło to sponsorom Asseco Resovii sumaryczną wartość ekspozycji reklamowych w wysokości ponad 18 mln zł. To olbrzymi magnes w negocjacjach handlowych.
- Budżet jest już dopięty; skład drużyny także. Czy powtórka z ub. sezonu, brązowy medal MP, nie byłaby satysfakcjonująca dla klubu?
- Każdy medal jest mile widziany. Cieszy mnie, że Asseco Resovia wróciła na szczyt i jest od trzech lat wysoko notowana przed rozpoczęciem rozgrywek. A że od momentu powrotu do PlusLigi brakuje nam tylko jednego koloru kruszca w naszej kolekcji… Cóż, bardzo chciałbym, aby ten nadchodzący sezon nawiązał do historycznych lat 70-tych.
- Można powiedzieć, że sportowo i organizacyjnie Asseco Resovia jest już w pełni gotowa do sezonu?
- Organizacyjnie jest jeszcze wiele pracy przed nami. Jesteśmy blisko utworzenia „wyspy” Asseco Resovii w CH Nowy Świat, które chciałbym, aby stanowiło nowy punkt spotkań naszych kibiców. Obok biletów i gadżetów klubowych przewidujemy umieścić tam produkty naszych sponsorów po atrakcyjnych cenach. Pracujemy także nad nowym systemem sprzedaży biletów, które umożliwi wygodniejsze rozwiązania logistyczne z płatnościami i dostawą biletów. Chcemy, aby można było bilety wydrukować w domu lub w wybranych punktach na terenie naszego województwa, bowiem ok. 30 proc kibiców biletowych pochodzi spoza Rzeszowa. System rabatowy Karty Kibica oraz dedykowane produkty i usługi to kolejne z pomysłów, które w trakcie sezonu będą rozbudowywane nie tylko w obrębie samej Asseco Resovii, ale również we współpracy z innymi Klubami i PZPS. Cały czas myślimy o najmłodszych i chcemy stworzyć mini-szkółkę siatkarską już dla kilkuletnich dzieciaków na wzór podobnych rozwiązań we Francji. To będzie najniższy szczebel naszej drabinki szkoleniowej i mam nadzieję, że najbardziej liczny. Bardzo zależy nam także na nowych inwestycjach w hali Podpromie i prowadzimy na ten temat rozmowy z miastem. Chcielibyśmy, żeby władze miasta co roku znajdowały co środki na to, żeby halę przygotowywać pod kątem rozgrywek sportowych na najwyższym poziomie – zarówno w kwestii infrastruktury dla dziennikarzy, jak też poprawienia nagłośnienia, nowych tablic wyników, czy systemów do ekspozycji reklam sponsorów. Naszym marzeniem jest stworzenie dwóch boisk na jednej płycie głównej tak, żeby można było jednocześnie prowadzić trening zespołowy i indywidualny. To jest naprawdę bardzo istotna sprawa. Liczymy na to, że miasto pomoże nam w tej kwestii.

Źródło: PlusLiga

Zmieniony: poniedziałek, 02 sierpnia 2010 16:37
 
Wywiad z Matejem Cernicem, przyjmującym Asseco Resovii PDF Drukuj Email
Wpisany przez Kasia   
poniedziałek, 19 lipca 2010 18:04

-Był pan pierwszym Włochem w lidze greckiej, później rosyjskiej, a teraz polskiej. Tak bardzo lubi pan grać za granicą?
Matej Cernic:
Nie jest Włochem w stu procentach. Mam słoweńskie korzenie i płynie we mnie słoweńska krew. Jestem więc nieco inny od moich kolegów z reprezentacji. Włosi są przyzwyczajeni do gry w swoim kraju. Boją się wyjazdów za granicę i nie mają ochoty aklimatyzować się w innych państwach. O Włochach mówi się, że są maminsynkami i coś w tym jest. Są przywiązani do swoich domów i rodzin. Dlatego w większości nie wyobrażają sobie gry poza Serie A. Ja nie boję się wyjazdów do innych lig. Wręcz przeciwnie, uwielbiam podróżować i zbierać nowe doświadczenia.

- Dlaczego zdecydował się pan na grę w Rzeszowie?

Dostałem z Resovii bardzo dobrą ofertę, również pod względem finansowym. Nie ukrywam, że pieniądze miały znaczenie przy podjęciu decyzji. Siatkówka jest przecież moją pracą. Utrzymuję się z niej.

- Wobec problemów finansowych Perugii nie mógł pan dłużej zostać w tym klubie. Ale czy podstawowy zawodnik reprezentacji Włoch nie miał innych propozycji z włoskich zespołów?
Kryzys ekonomiczny we Włoszech dotknął także siatkówkę. Są zaledwie dwa, może trzy zespoły, które płacą regularnie zawodnikom i nie mają problemów finansowych. Często jest tak, że prezesi klubów i sponsorzy nie są do końca szczerzy z zawodnikami i używają kryzysu ekonomicznego jako wymówki. Prowadzą taką politykę, żeby płacić zawodnikom jak najmniej. Powołują się na kryzys, mimo że mają pieniądze.

- Oferta Resovii była korzystniejsza niż te z Serie A?
Miałem oferty z dwóch włoskich klubów, ale nie były one satysfakcjonujące.

- Dwa lata temu pojawiła się w Polsce plotka, że Skra Bełchatów jest zainteresowana pozyskaniem Cernica. Czy rzeczywiście miał pan jakieś oferty z Bełchatowa lub innego klubu PlusLigi?
Mój menedżer otrzymał zapytanie ze Skry, ale nie była to konkretna oferta umowy na papierze. Tylko takie sondowanie sytuacji.

- Czy takie częste zmiany klubów nie są na dłuższą metę męczące?
Nie mam żadnych problemów z adaptacją. Do tej pory dość łatwo przystosowywałem się do nowych warunków, czy to w Grecji, czy Rosji. Mamy takie czasy, że zawodnicy muszą być gotowi na częste zmiany klubów. W Rzeszowie będę mieszkał z dziewczyną. Co prawda, słyszałem wiele dobrego na temat urody polskich kobiet (śmiech), ale mówiąc poważnie, zależy mi na moim związku. Dlatego cieszę się, że będę w Polsce z Valerią.

- Co pan wie o PlusLidze?
Do tej pory nie miałem zbyt wielu informacji o Polsce i PlusLidze. Sporo informacji przekazał mi jednak trener Resovii Ljubo Travica. Wiem, że Skra Bełchatów dwukrotnie w ostatnich latach grała w Final Four Ligi Mistrzów i pokazała się z dobrej strony. Jeśli podobny poziom prezentują inne wasze zespoły, to będę na pewno zadowolony z gry w Polsce. Na razie trochę przeraził mnie napięty terminarz. Przez pierwsze miesiące mój klub będzie grał dwa mecze w tygodniu. To nie jest dobre, bo burzy rytm treningów i przygotowań do meczów. Duża liczba meczów jest również przerażająca w kontekście ciężkiego sezonu reprezentacyjnego, który czeka mnie z kadrą Włoch. Po mistrzostwach świata szybko trzeba będzie rozpocząć grę w klubie. Zapowiada się na trudny i wyczerpujący sezon.

- Kibice w Polsce uznali pana transfer do Resovii za jeden z największych hitów PlusLigi. Zdaje pan sobie sprawę z presji, jaka będzie na panu ciążyła?
Jeśli tak naprawdę jest, to chyba nie będę się uczył polskiego, żeby nie zaprzątać sobie głowy tekstami na mój temat w mediach (śmiech). Mówiąc poważnie, presji się nie obawiam. Jestem doświadczonym zawodnikiem, lubię trudne i ważne momenty w meczach. Nie boję się tego, że w pewnych sytuacjach oczy wszystkich będą skierowane na mnie. Potrafię skoncentrować się wyłącznie na grze.

- W Resovii będzie miał pan kolegę z reprezentacji Włoch Michała Baranowicza.
Z Baranowiczem znam się jeszcze słabo, bo rozmawialiśmy tylko kilka razy, kiedy on był na zgrupowaniu szerokiej kadry. Na pewno się jednak dogadamy, choćby ze względu na znajomość języka włoskiego.

- Od wielu lat gra pan regularnie w reprezentacji Włoch. Czy czuje się pan spełniony jako zawodnik?
Nie lubię przegrywać, dlatego nigdy nie zabraknie mi motywacji do zdobywania kolejnych medali. Nie zawsze gram na najwyższym poziomie, mam lepsze lub gorsze sezony, czy okresy gry, ale chęć zwyciężania towarzyszy mi niezmiennie.

- Pod koniec września we Włoszech rozpoczną się mistrzostwa świata. Oczekiwania wobec reprezentacji Italii są chyba spore?
Wszyscy zdajemy sobie sprawę z wagi tego turnieju. W ostatnich latach reprezentacji Włoch nie wiodło się najlepiej. Ostatni medal wywalczyliśmy w 2005 roku podczas mistrzostw Europy we Włoszech. Podczas igrzysk olimpijskich w Pekinie awansowaliśmy do półfinału, ale nie wywalczyliśmy medalu. Bardzo zależy nam na dobrym występie przed własną publicznością. Interesują nas najwyższe cele, nawet jeśli nie będziemy uważani za faworyta. Chcemy wygrywać. Każdy z nas jest bardzo zmobilizowany.

Źródło: Przegląd Sportowy

Zmieniony: poniedziałek, 19 lipca 2010 18:08
 
Gyorgy Grozer o przenosinach do Resovii PDF Drukuj Email
Wpisany przez Kasia   
wtorek, 13 lipca 2010 13:27

Pański ojciec był bardzo dobrym zawodnikiem, ale i bardzo kontrowersyjną postacią, po konflikcie z selekcjonerem został wyrzucony z kadry. Pan też zostanie najbardziej kontrowersyjnym graczem PlusLigi?

Gyorgy Grozer: Ja pracuję na swoje nazwisko, on zapracował na swoje. Jeśli chodzi o grę, to jesteśmy całkiem podobni, choć on występował w czasach, gdy siatkówka była zupełnie inna. Nie jestem żadnym skandalistą, ale w trakcie meczu jestem arogancki i nie mam zamiaru tego zmieniać. Taki mam styl i taki też był mój tata. Ale poza boiskiem jestem innym człowiekiem. Nawet moja żona zastanawiała się, jak mogę mieć aż tak różne oblicza.

 PS: Trenerzy, którzy z panem pracowali, zawsze zwracali uwagę, że ma pan niewiarygodny zasięg w ataku i siłę uderzenia. Czuje się pan najsilniejszym atakującym na świecie?
Z tymi elementami nigdy nie miałem problemu, bo faktycznie chyba trochę skaczę. Siłę odziedziczyłem po ojcu. Ale gdyby interesowało mnie tylko to, to byłbym zwykłym „młotkiem". Dlatego pracuję nad techniką i innymi elementami. Chcę grać sprytnie i mądrze. Tego uczę się od Raula Lozano.

 PS: Trochę skaczę? To przesadna skromność, skoro podawane jest, że pana zasięg w ataku to niewiarygodne 374 cm.
Tak faktycznie piszą w statystykach, ale mnie to nie obchodzi. Ostatnio też tego nie mierzyłem, bo nie bardzo rozumiem po co miałbym to robić. Jeśli mogę atakować nad blokiem przeciwników, to super. Tylko ta miara mnie interesuje.

 PS: Ten ogromny zasięg i siła wystarczą, by być najlepszym na świecie?
Nie wiem, bo nie mam porównania. Nie interesują mnie inni zawodnicy, nie sprawdzam informacji o przeciwnikach w internecie, bo szanuję swój wolny czas. A z tym najlepszym na świecie to trudno powiedzieć. Mam nadzieję, że praca z Lozano pozwoli mi się jeszcze rozwinąć na tyle, że może chociaż zostanę najlepszym na swojej pozycji?

 PS: Ma pan na to duże szanse, bo ostatnio Polakom w Lidze Światowej dał się pan mocno we znaki.
Trzy wygrane to było coś. A dodatkowo sprawiłem frajdę bliskim, bo rodzina mojej żony mieszka blisko Katowic. Na mecze w Spodku przyjechali wszyscy dziadkowie i trzymali za mnie kciuki. Chyba niewielu Polaków kibicowało Niemcom.

 PS: Skoro żona pochodzi z Polski, to pewnie możemy porozmawiać po polsku?
Jedyną osobą, z którą wymieniam parę słów w waszym języku jest moja córeczka. Żona ją trochę uczy, więc ja też się postarałem zapamiętać kilka zwrotów. Na razie umiem np. „daj mi buzi", ale jak jesienią będę jechał do Resovii, to zacznę się uczyć waszego języka na poważnie. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

 PS: Jest pan jednym z najskuteczniejszych zawodników w tegorocznej Lidze Światowej. Może pan grać jeszcze lepiej?
Spokojnie! To moja pierwsza Liga Światowa i na razie jestem bardzo zadowolony z mojej formy. Ale ja już się nauczyłem, że zawsze można coś poprawić. Cieszę się, że mam zaufanie trenera, bo przecież w drużynie jest Jochen Schöps.

 PS: To jeden z najlepszych atakujących świata, a przez pana wylądował na ławce. Pewnie nie jest teraz pana najlepszym kumplem?
A właśnie, że jest! Jesteśmy partnerami w drużynie, a nie rywalami. Nie ma żadnego wyścigu szczurów! Teraz gram więcej, bo do kadry dołączyłem już trzy dni po zakończeniu sezonu ligowego i byłem jeszcze w formie. Jochen skończył sezon dużo wcześniej i musi wracać do gry. Dlatego Raul stawiał ostatnio na mnie. Ale żeby było jasne: Ja i Jochen jesteśmy dobrymi kumplami i tak zostanie, nawet jeśli ja będę siedział na ławie. Najważniejszy jest dobry klimat w zespole.

 PS: Dlaczego zdecydował się pan na przyjazd do Polski? Niewielu niemieckich sportowców wybiera grę w naszym kraju.
Miałem jeszcze oferty z Rosji i Włoch, ale ważne były warunki kontraktu.

 PS: W Resovii zaoferowano panu najwięcej?
Nie, wielka kasa była w Rosji, ale nie to było dla mnie kluczowe. Moja żona jest w ciąży i w październiku ma rodzić, więc nie wyobrażałem sobie, żeby grać gdzieś bardzo daleko od domu. W Rzeszowie będzie mi dobrze, poza tym słyszałem, że macie dobrą ligę. Rodzina jest dla mnie najważniejsza, a u was będę się czuł jak w domu. Tym bardziej że to co wyczyniają wasi kibice, jest nie do pomyślenia. Siatkówka jest tak kochana, że aż nie chce mi się w to wierzyć.

 PS: Planuje pan zostać u nas dłużej?
Kontrakt mam tak skonstruowany, że po roku gry mogę odejść. Ale zanim będę się zastanawiać, co dalej, to chcę czuć, że dla drużyny zrobiłem wszystko, co mogłem. No i chcę złotego medalu!

 PS: Żeby mieć złoto z Resovią, trzeba wygrać w innymi mocnymi drużynami, m.in. Skrą, która sześć razy z rzędu zdobywała mistrzostwo...
Grałem już z Bełchatowem i ostatnio dwa razy wygrałem po 3:0. To znaczy, że z nimi można wygrywać. Te sześć tytułów wprawdzie robi wrażenie, ale to tylko sport. Zresztą sposób na mistrza to nie mój problem, od tego jest trener. Ja cieszę się, że przyjadę do PlusLigi, bo to dla mnie coś nowego.

PS: Co pan wie o swoim nowym klubie i kolegach?
Na razie poczytałem trochę o samym mieście w internecie. Björn Andrae mówił mi, że to całkiem ładne, małe miasto. Przygotowywał mnie także na to, że w Polsce nie da się przejść niezauważonym, że ludzie ciągle cię rozpoznają i pozdrawiają. Tego w Niemczech nie było. A jeśli chodzi o drużynę, to szczerze mówiąc wiem niewiele. Już mówiłem, że inni siatkarze mnie nie za bardzo interesują. Dla mnie liczy się tylko to, co jest na boisku. W życiu nie sprawdzałem w internecie swoich przeciwników, mało mnie pociągają statystyki. Wolę zobaczyć, jak ktoś gra. Może mnie czymś zaskoczy?

 PS: Dlaczego postanowił pan zmienić reprezentację Węgier na kadrę Niemiec?
W mojej ojczyźnie siatkówka ciągle miała problemy finansowe, nie było zainteresowania kibiców. Niemcy zaproponowali, żebym dla nich grał, mi to pasowało i szybko się dogadaliśmy. Nie chciałem dłużej mieć takich kłopotów jak na Węgrzech. Chciałem wreszcie móc skupić się na grze.

 PS: Na Węgrzech chyba pana za to nie pochwalono, tym bardziej że wcześniej tak samo zrobił pański ojciec.
Nie było problemu. Siatkówka nie jest tam ważnym sportem. Związek coś tam próbował robić, ktoś mnie nakłaniał, ale ja mieszkałem już w Niemczech, ojciec miał obywatelstwo. To był dobry wybór.

 PS: Czyli jest pan już Niemcem?
Nie, zawsze zostanę Węgrem. Myśli pan, że fakt, że gram w niemieckiej kadrze oznacza, że wyrzeknę się swojej ojczyzny? Dobrze się czuję w Niemczech, wiążę z nimi swoją przyszłość, ale moja krew jest węgierska. O tym zresztą przypominają mi koledzy z reprezentacji, którzy cały czas naśmiewają się z mojego akcentu.

 PS: Jak się pracuje w Raulem Lozano?
Super. Zrobił coś, czego ja dawno nie widziałem. Po jego przyjściu wszyscy zaczynają od zera. Nie liczyły się dla niego osiągnięcia, nie zwracał uwagi na zasługi, czy to, ile kto ma tytułów. Dlatego dostałem szansę.

 PS: Trener Lozano słynie raczej z rządów silnej ręki...
I tak faktycznie jest. Jesteśmy młodą reprezentacją i potrzebujemy takiego człowieka. On czasami musi stać nad nami z batem! Ale ma nasze pełne zaufanie, bo przekonał nas, że sukces przyjdzie tylko wtedy, gdy będziemy zasuwać. Zdobył nasz szacunek. Poza pracą to taki luźny typ. Ale gdy tylko przychodzi do zajęć, to nie ma czasu na wygłupy. Wtedy jest bardzo serio. No i potrafi był stanowczy.
PS: Na to ostatnie narzekali jego byli podopieczni - Polacy.
Nie słyszałem o tym wcześniej i nieszczególnie mnie to obchodzi. Uczę się wiele od niego i to dla mnie najważniejsze.

 PS: Jak silna jest nowa reprezentacja Lozano?
Coraz lepiej się poznajemy i to widać na boisku. Pamiętajmy, że w naszej kadrze jest wielu niedoświadczonych zawodników, tylko dwóch z nas grało wcześniej w Lidze Światowej. A przeciwko Kubie, Polsce czy Argentynie zaprezentowaliśmy się całkiem nieźle. Do mistrzostw świata musimy poprawić jeszcze kilka elementów i powinno być nieźle. Naszą siłą nie są poszczególni zawodnicy, ale grupa. Jak walczymy każdy za każdego, to możemy wygrywać. Na dodatek jesteśmy głodni sukcesów.

 PS: Czuje się pan gwiazdą?
Gram w Niemczech osiem lat, ale nigdy nie patrzyłem na siebie jako gwiazdę. Najważniejsze jest zrozumieć swoje miejsce w ekipie i robić jak najlepiej swoją robotę. Nie podoba mi się gwiazdorstwo w dzisiejszym sporcie, bo na sukces zawsze pracuje cały zespół. Żaden zawodnik niczego nie osiągnie, gdy nie będzie miał wsparcia kolegów.

Źródło: Przegląd Sportowy

 
Nowy system rozgrywek w PlusLidze PDF Drukuj Email
Wpisany przez Kasia   
środa, 16 czerwca 2010 08:51

Więcej meczów i bardziej wyrównane spotkania w dwóch grupach - tak ma wyglądać w nowym sezonie siatkarska PlusLiga. Prezesi wszystkich klubów podjęli jednogłośnie decyzję o zmianie systemu rozgrywek w ekstraklasie

Jak będzie wyglądał nowy sezon w PlusLidze? Jego zasadnicza część pozostanie bez zmian, każda drużyna zagra z każdą mecz i rewanż. Później jednak liga zostanie podzielona na dwie grupy. Szóstka najlepszych zespołów zagra o mistrzostwo Polski, znów systemem każdy z każdym, z zaliczeniem wyników meczów pomiędzy zainteresowanymi zespołami. Ekipy z miejsc 7.-10. grać będą tak samo, z tym że o ligowy byt.

A potem jeszcze nastąpi faza play-off, w której udział wezmą cztery najlepsze drużyny. W półfinałach zagrają pary drużyn z miejsc 1.-4. i 2.-3., a ich zwycięzcy w finale powalczą o złoto. Przegranym przyjedzie walczyć o brązowy medal. Drużyny z piątego i szóstego miejsca (ostatnie w grupie "mistrzowskiej") grać będą natomiast o piątą pozycję dającą grę w europejskich pucharach.

- Play-offy będą grane do trzech zwycięstw, z zachowaniem tego systemu, który obowiązywał teraz, czyli dwa pierwsze i ewentualny piąty mecz odbywać się będą w hali drużyny sklasyfikowanej wyżej - mówi Marek Karbarz, wiceprezes Asseco Resovii, który brał udział w spotkaniu prezesów klubów PlusLigi.

Play-offy też do spadku i barażu

Natomiast w grupie słabszej, po rozegraniu meczów systemem "każdy z każdym" również odbędą się play-offy. Zespół z siódmego miejsca zagra z dziesiątą drużyną, a zespoły z miejsc 8. i 9. rywalizować będą ze sobą. Zwycięzcy utrzymają się w lidze, a przegrani zagrają o miejsce dziewiąte. Wygrany zagra baraż z drugą drużyną pierwszej ligi, a pokonany spadnie z ekstraklasy.

Takie zmiany to większa liczba meczów, szczególnie dla drużyn ze ścisłej czołówki, a terminów co roku brakowało. - Może być problem z terminami, ale najwyżej będziemy grać w soboty i środy. Porównując sezon miniony z nowym, będzie pięć meczów więcej, licząc maksymalną liczbę spotkań, które drużyny musiałyby rozegrać - oblicza Karbarz i argumentuje:- Oceniliśmy, że będzie więcej wyrównanych meczów i w ogóle więcej spotkań, co będzie dobre dla kibiców. Decyzja o zmianie zapadła jednogłośnie.

Młoda PlusLiga: 100 tys. na zespół

Zmianie oprócz systemu rozgrywek uległ też regulamin PlusLigi, a konkretniej zapisy odnoszące się do obcokrajowców. Jeśli jakiś zawodnik gra w PlusLidze, będąc zawodnikiem obcej federacji, a ma polskie obywatelstwo, to traktowany będzie jako gracz krajowy. Z kolei jeśli siatkarz rozpocznie sezon jako obcokrajowiec, a w czasie trwania rozgrywek otrzyma polskie obywatelstwo, to w momencie jego nadania traktowany będzie w rozgrywkach jako Polak.

Ten pierwszy zapis dotyczy szczególnie Asseco Resovii, w której barwach występował będzie od nowego sezonu rozgrywający reprezentacji Włoch Michał Baranowicz, którego ojciec był kiedyś reprezentantem Polski. Baranowicz ma więc też polskie obywatelstwo i choć gra z włoską licencją, to w PlusLidze traktowany będzie jako zawodnik krajowy.

We wrześniu wystartuje też Młoda PlusLiga, w której rywalizować będą zespoły złożone z zawodników do 23 lat. Każdy klub PlusLigi będzie miał obowiązek utrzymywania takiego zespołu. Dostanie na to 100 tys. zł. - Początkowo miał być zapis o dolnej granicy wieku, ale zrezygnowaliśmy z tego - relacjonuje Marek Karbarz. Drużyny rywalizowały będą o młodzieżowe mistrzostwo Polski systemem ligowym, bez play-offów. Każda z drużyn zagra więc z każdą dwa mecze, u siebie i na wyjeździe.

Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów
 
Rafa i Mikko odchodzą... PDF Drukuj Email
Wpisany przez Kasia   
czwartek, 20 maja 2010 15:16


- Nigdy nie zapomnę gry w Resovii. Jej wspaniałych kibiców i niesamowitej atmosfery na meczach w polskich halach - stwierdził na pożegnanie PlusLigi rozgrywający Asseco Resovii, Rafael Redwitz. Brazylijczyk w sobotę wyjechał już z Rzeszowa, a w nowym sezonie będzie występował w zespole mistrza Francji - TVB Tours.

Redwitz uzgodnił z francuskim zespołem dwuletni kontrakt z opcją przedłużenia o kolejny rok. - Nie było żadną tajemnica dla nikogo, że od dłuższego czasu miałem kontakt z działaczami Tours, którzy czekali na moją decyzję, ale uzależniałem ją w pierwszej kolejności od sytuacji, jaka będzie w Resovii - wyjaśnia brazylijski rozgrywający. - Nie ukrywam, że chciałem zostać w Rzeszowie, ale takie jest życie. Nie mam do nikogo pretensji i na pewno bardzo mile będę wspominał ten rok spędzony w Polsce. To były niezapomniane chwile. Zawsze cząstka jakiegoś klubu, w którym grałem pozostaje w moim sercu i tak samo jest w przypadku Resovii - dodaje.

Działacze Asseco Resovii pozostanie Redwitza w zespole uzależniali od decyzji potencjalnych kandydatów na jego miejsce. Brazylijczyk nie chciał pozostawać dłużej w niepewności odnośnie swojej przyszłości w klubie z Rzeszowa tym bardziej, że wkrótce powiększy mu się rodzina. Oczywistym jest, że zależało mu na jasnej i stabilnej sytuacji, dlatego zdecydował się na ofertę z Tours, choć cały czas liczył na pozostanie w Resovii.

- We Francji czuję się jak w domu. Zresztą w tym kraju poznałem moją żonę Marion. W lidze francuskiej odnosiłem sporo sukcesów i doskonale ją znam. W Rzeszowie czuliśmy się razem z żoną świetnie i chcieliśmy tu zostać na dłużej, ale rozmowy na temat kontraktu przeciągały się w czasie. Poproszono mnie żebym uzbroił się w cierpliwość, ale nie miałem żadnej gwarancji, że umowa ze mną zostanie przedłużona. Natomiast oferta z Tours od samego początku była konkretna i interesująca. Oprócz motywów osobistych istotny był także aspekt sportowy. Tours to drużyna o solidnych podstawach, utytułowana i mająca w planach osiąganie sukcesów nie tylko we Francji, ale także w Lidze Mistrzów - kończy Redwitz.

 

Po dwóch latach gry w Asseco Resovii fiński atakujący - Mikko Oivanen postanowił zmienić otoczenie i wybrał ofertę tureckiego zespołu Istanbul B.Sehir Belediyesi. - Skończył mi się kontrakt w Rzeszowie i dostałem kilka ofert nie tylko z Turcji, ale też z innych krajów. Nie były jednak one zbyt konkretne, a kluby, które proponowały mi grę nie miały jeszcze do końca zbudowanych zespołów i nie było pewne o jakie cele będą grać - mówi 24-letni siatkarz.


- Ta propozycja ze Stambułu, która pojawiła się w krótkim czasie okazała się najlepsza - mówi MIKKO OIVANEN. - Nie miałem zbyt wiele czasu do namysłu. Turcy chcieli szybką odpowiedź. Budują mocny zespól i zależało im na czasie. W Resovii czułem się wyśmienicie, ale nie ukrywam, że nie lubię za bardzo przywiązywać się do jednego miejsca i w nim grać. 
PlusLiga: - Czy ze strony Asseco Resovii nie było oferty pozostania, czy może była, ale niezadowalająca ciebie?
Mikko Oivanen: - Nie chodziło tutaj o warunki, jakie proponowali mi działacze z Rzeszowa. Wiadomo, że w Resovii planowanych jest sporo zmian kadrowych i drużyna będzie budowana niemal na nowo. Dla mnie istotny był fakt, że gdybym został, to byłby to dla mnie trzeci sezon z innym rozgrywającym. Po raz kolejny potrzebowałbym czasu na zgranie się, itd. To nie byłoby łatwe. Najważniejsze dla mnie było jednak to, że chciałem zmiany otoczenia, a oferta klubu ze Stambułu była naprawdę świetna.
- Czy była to dla ciebie trudna decyzja?
- Na pewno tak, tym bardziej, że w Rzeszowie bardzo mi się podobało. Klub, kibice, miasto, poziom PlusLigi - na nic nie mogłem narzekać. Jak już wspomniałem wcześniej, potrzebowałem jednak zmian i nowego wyzwania. Turcy mieli jasno określone plany. Cieszę się z tego, że jadę do naprawdę dobrego klubu i nowego otoczenia. Po raz kolejny w swojej karierze będę poznawał coś na nowo.
- Na jak długo związałeś się z Istanbul B.Sehir Belediyesi?
- Podpisałem umowę na rok. Jeśli coś nie będzie mi odpowiadało, to po sezonie zdecyduję się na inną opcje.
- Przychodząc przed dwoma laty do Rzeszowa z tureckiego zespołu Kastamonu Belediyesi nie ukrywałeś, że byłeś nieco zawiedzony poziomem tamtejszej ligi. Co się zmieniło od tego czasu?
- Z każdym sezonem liga turecka jest silniejsza. Pojawia się coraz więcej dobrych i znanych zawodników. W tym roku zainteresowanie sponsorów i budżety klubów są jeszcze wyższe niż poprzednio. Zapowiada się tam kilka naprawdę głośnych i ciekawych transferów. To wszystko spowoduje, że poziom rozgrywek wzrośnie i będą one bardzo ciekawe. Zwłaszcza, że mój nowy klub ma liczyć się w walce o mistrzowski tytuł.
- Zespół Istanbul B.Sehir Belediyesi z racji rywalizacji w minionym sezonie w Lidze Mistrzów w grupie F z Asseco Resovią jest dobrze znany polskim kibicom. Czy dojdzie w nim do dużych roszad kadrowych?
- Z tego co się orientuję, to na pewno odejdzie Scott Touzinsky, z którego gry działacze w Stambule nie byli zadowoleni. Prawdopodobnie odejdzie też Ryan Millar. Środkowi i rozgrywający, którzy grają w reprezentacji Turcji zostają, podobnie jak Bułgar Kostadin Stoykov. Trwają poszukiwania dobrego zagranicznego przyjmującego. W minionym sezonie zespół Istanbul B.Sehir Belediyesi przegrał w półfinale z Ziratem Ankara i w przyszłym roku nie zagra w Lidze Mistrzów. Będziemy występować w Challenge Cup i postaramy się awansować do Final Four.
- Przez te dwa lata spędzone w Asseco Resovii co najbardziej utkwiło ci w pamięci?
- Przede wszystkim świetna atmosfera w hali Podpromie, wspaniali kibice i dwa medale mistrzostw Polski: srebrny i brązowy. Nie zapomnę też dobrej gry w debiucie w Lidze Mistrzów, gdzie kilka meczów w naszym wykonaniu było naprawdę świetnych. Niestety nie daliśmy rady Trentino, ale to już były dla nas za wysokie progi. Byliśmy też bardzo bliscy zdobycia Pucharu Polski. Te wszystkie pozytywne rzeczy na pewno najbardziej pozostaną mi w pamięci.
- Ten miniony sezon 2009/2010 był też dla ciebie o wiele lepszy niż debiutancki…
- Tak, chociaż wiadomo, że oczekiwania co do wyniku drużyny były większe. Moim zdaniem mieliśmy silniejszy zespół niż w zeszłym sezonie. Oczekiwaliśmy, że znów zagramy ze Skrą w finale i postaramy się im przeciwstawić, a tymczasem przez słabą rundę zasadniczą zagraliśmy z nimi już w półfinale. Niestety w ważnych momentach sezonu kontuzje pokrzyżowały nam plany. Mimo wszystko sezon nie był jednak zły, bo poza PlusLigą w innych rozgrywkach pokazaliśmy się z dobrej strony.
- W najbliższy weekend z reprezentacją Finlandii rozpoczniesz walkę o przepustki do przyszłorocznych mistrzostw Europy. Później zapowiadałeś, że będziesz chciał odpocząć i ograniczyć występy w Lidze Światowej. Czy nadal to podtrzymujesz?
- Nie rozmawiałem jeszcze na ten temat z trenerem Berutto. Mam nadzieję, że nie będę grał całego sezonu reprezentacyjnego. W lecie planuję solidną rehabilitację. Przez poprzednie dwa sezony często borykałem się z problemami zdrowotnymi. Już na początku rozgrywek łapałem kontuzje i miałem problemy z kolanem, plecami, czy barkiem. Chciałbym to wszystko wyleczyć, żeby wejść w nowy sezon w dobrej kondycji fizycznej.
- Po decydującym meczu o brąz wyjechałeś prosto z Kędzierzyna - Koźla do Finlandii na zgrupowanie kadry przed kwalifikacjami do mistrzostw Europy. Czy jeszcze zamierzasz wrócić do Rzeszowa, choćby po swoje rzeczy?
- Moja przyszłość w Asseco Resovii nie była pewna. Zdawałem sobie sprawę z tego, że mogę już tam nie wrócić i zabrałem ze sobą wszystkie rzeczy. W Polsce będę się jednak pojawiał w miarę możliwości, bo mam tu dziewczynę. Poza tym Rzeszów będę wspominał bardzo dobrze i nie wykluczam, że może kiedyś wrócę jeszcze do Resovii.

Źródło: plusliga.pl

 

RAFA! MIKKO! DZIĘKUJEMY!

Zmieniony: czwartek, 20 maja 2010 15:35
 
Mamy brąz! PDF Drukuj Email
Wpisany przez Kasia   
sobota, 15 maja 2010 14:44

Niesamowita walka o brązowy medal i niesamowity jej koniec. Asseco Resovia odbiła się praktycznie od dna w rywalizacji o trzecie miejsce w PlusLidze i w decydującym spotkaniu w Kędzierzynie-Koźlu ograła Zaksę 3:0! Po 22 latach brązowe krążki znów zawisły na szyjach resoviaków!

Rzeszowianie dokonali rzeczy niebywałej, w którą chyba mało kto wierzył po pierwszych dwóch meczach w Kędzierzynie. Resoviacy wtedy grali źle i ulegli gładko dwa razy. W rywalizacji o brązowy medal przegrywali już 0:2. W trzecim meczu w Rzeszowie też nie szło im najlepiej. Zaksa prowadziła już 2:0 i 23:17 w trzeciej partii, do brązu brakowało jej tylko dwóch punktów. Wtedy nastąpił niesamowity zwrot. Rzeszowianie odrobili straty, wygrali ten mecz, a później także pojedynek numer cztery. - Podejrzewam, że w głowach kędzierzynian to zostanie, tym bardziej że w podobnych okolicznościach przegrali też półfinał. Gdy ze stanu 0:2 doprowadza się do 2:2, to jednak drużyna, która wygrywa, wyrównuje stan, czuje się lepiej - mówił przed decydującym, piątym spotkaniem w Kędzierzynie-Koźlu kapitan Asseco Resovii, Krzysztof Gierczyński.

Piątkowe spotkanie wyglądało dokładnie tak, jak przewidział to Gierczyński. Od pierwszej piłki to Asseco Resovia rządziła i dzieliła na boisku. To ona dyktowała warunki gry i cały czas kontrolowała sytuację. Przegrany trzeci mecz w Rzeszowie chyba cały czas ciążył na gospodarzach, którzy zaczęli od serii błędów. Resoviacy z kolei byli wyraźnie w gazie, wychodziło im wiele, zupełnie inaczej niż przy ostatniej wizycie w Kędzierzynie.

Rzeszowianie przede wszystkim bardzo agresywnie zagrywali, a brylował w tym właśnie Gierczyński, który raz za razem niepokoił przyjmujących rywali. Gorsi nie byli jego koledzy, a kędzierzynianie mieli spore problemy z przyjęciem, co rzadko im się zdarzało w tym sezonie. Trudniej więc było im wyprowadzać ataki, co skutecznie wykorzystywali przyjezdni. Dobrze w szeregach Resovii funkcjonował blok, a także obrona, co później w mądrzej grze na kontrach zamieniało się na punkty.


Już w pierwszych piłkach pierwszej partii resoviacy wypracowali sobie sporą przewagę. Fin Mikko Oivanen raz za razem posyłał bomby w polu zagrywki, a miejscowi atakowali po autach. W momencie więc zrobiło się 7:1 dla rzeszowian. Zresztą błędy własne to był też ogromny problem Zaksy. Tylko tym elementem gospodarze oddali Resovii w pierwszym secie aż dziewięć punktów. - Na pewno siedziała w głowie ta fatalna przegrana w trzecim meczu, bo to było coś przykrego, czego nie da się tak szybko wyrzucić z głowy, co pewnie jeszcze długo będziemy pamiętać - mówił Jakub Jarosz, atakujący Zaksy.

Wysoka przewaga wypracowana w pierwszych piłkach pozwoliła resoviakom grać swoją grę, a Zaksa próbowała gonić. Jeśli jednak tylko odrobiła punkt, czy dwa, zaraz wszystko trwoniła. Jedynie pod koniec seta udało jej się na stałe podgonić wynik, ale było już za późno i Asseco Resovia objęła prowadzenie 1:0.

W drugiej partii zaczęło się niemal identycznie, bo od prowadzenie rzeszowian 5:0. Wszystko znowu przez błędy Zaksy, a także dzięki skutecznemu, punktowemu blokowi resoviaków. Później nie działo się już wiele. Resovia dominowała w każdym elemencie, a kędzierzynianie mieli problemy z zagrywką, przyjęciem i co za tym idzie atakiem. Zbyt dużo psuli serwów, perfekcyjnie przyjmowali zagrywki z zaledwie czteroprocentową skutecznością, a w ataku kończyli tylko co czwartą piłkę. Przegrali więc wyraźnie, do 15 i resoviakom do brązowych medali brakowało już tylko jednej zwycięskiej partii.

Miejscowi jednak nie zamierzali odpuścić i w kolejnej odsłonie to oni dominowali na boisku. Resovia jednak goniła, co udało jej się przy stanie po 19, choć jeszcze kilka minut wcześniej przegrywała 13:18. Później gra toczyła się już punkt za punkt, ale w samej końcówce to rzeszowianie mieli więcej zimnej krwi. Dwa razy zablokowany został Jakub Jarosz, a w ostatniej akcji sezonu Robert Szczerbaniuk. Trzy razy złapał ich Łukasz Perłowski, środkowy Asseco Resovii. - Wiedzieliśmy, że w końcówce będą grać do Kuby, więc było nam łatwiej. Pokazaliśmy po raz kolejny charakter, bo znowu przegrywaliśmy wysoko w trzeciej partii - mówił uradowany Perłowski.

- Nie było łatwo, bo przegrywaliśmy już 0:2, ale pokazaliśmy charakter, a w dzisiejszym meczu zagraliśmy jak maszyna. Wychodziło wszystko, zagrywka, przyjęcie. Byliśmy bardzo skoncentrowani. Popełnialiśmy błędy, ale zaraz je nadrabialiśmy innymi elementami. Dziękuję wszystkim, którzy w nas cały czas wierzyli - mówił Białorusin Aleh Akhrem, przyjmujący rzeszowian, a Krzysztof Gierczyński dodał: - Czasami brąz smakuje lepiej niż srebro, bo srebro się przegrywa, a brąz trzeba wygrać, wywalczyć jeszcze to trzecie miejsce. A jeszcze dodatkowo smakuje, gdy jest wygrany tak jak w tym roku.

ZAKSA KĘDZIERZYN-KOŹLE 0
ASSECO RESOVIA 3

Sety: 21:25, 15:25, 24:26

Zaksa: Masny, Ruciak 9, Kaźmierczak 1, Jarosz 11, Sammelvuo 10, Gładyr 3 oraz Mierzejewski (libero), Szczerbaniuk 5, Martin, Witczak, Pilarz.

Asseco Resovia: Redwitz 2, Gierczyński 13, Perłowski 10, Oivanen 17, Akhrem 9, Kosok 3 oraz Ignaczak (libero), Papke, Ilić.

Sędziowali: Wojciech Maroszek (Żory) i Waldemar Niemczura (Węgierska Górka)

Widzów: 3 tys. (kibiców z Rzeszowa 80 + 3 z Jastrzębia)

Zmieniony: sobota, 15 maja 2010 14:57
 
Po 50 procent szans na brąz PDF Drukuj Email
Wpisany przez Kasia   
czwartek, 13 maja 2010 15:17

Jutro w hali „Azoty” w Kędzierzynie rozdane zostaną brązowe medale mistrzostw Polski siatkarzy. Kto będzie się z nich cieszył? ZAKSA czy Resovia? – Każdy zespół ma po 50 procent szans – twierdzi trener Ljubo Travica.

Spełniły się marzenia resoviaków o jeszcze jednej wizycie w Kędzierzynie. Po czterech spotkaniach jest 2-2. Ponieważ rywalizacja toczy się do trzech wygranych, w piątek poznamy trzeciego obok Skry Bełchatów (mistrz) i Jastrzębskiego Węgla (wicemistrz) medalistę.

- Wygraliśmy o siebie dwa spotkania. Dziękuję wszystkim kolegom i kibicom, którzy stworzyli taką atmosferę, w której chce się grać, która mobilizuje do walki i do zwycięstwa. W Kędzierzynie zawsze ciężko nam się grało, ale wykonaliśmy bardzo dużą pracę, wygraliśmy dwa mecze, wyrównaliśmy stan rywalizacji, nie możemy tego stracić. Damy z siebie wszystko, nasi kibice zapewne pojadą z nami i nam pomogą. Będziemy walczyć do ostatniej piłki, do ostatniej akcji – zapewnia Aleh Akhrem, który zawsze gra na „cały gaz”.

- Wszyscy jesteśmy już zmęczeni. Wygrywa się jedną akcją, jedną piłką, szczęściem, determinacją. W ostatnich dniach ta determinacja i szczęście były po naszej stronie. Więcej meczów już nie będzie, został ostatni w Kędzierzynie. Jedziemy tam po medal. ZAKSA ma takie same plany, wszystko rozstrzygnie się w piątek – ocenia sytuację Krzysztof Gierczyński. - Nasi rywale we wtorek byli pewnie trochę podłamani poniedziałkową porażką, bo przecież tylko dwa punkty dzieliły ich od podium. Nas to zwycięstwo uskrzydliło, dodało nam animuszu, wiary we własne siły. W swojej hali gramy lepiej niż na wyjeździe. Mam jednak nadzieję, że utrzymamy dobrą grę w hali przeciwnika. Trzeba postawić wszystko na jedną kartę. Zagrać mądrze, spokojnie, a do Rzeszowa wrócimy z medalem.

- Jest 2-2, o brązowym medalu zadecyduje... tie-break. Pomału wracamy do swojej gry. Wraca także wiara w siebie. Oby potwierdziło się to w piątek w Kędzierzynie. Czeka nas bardzo trudny pojedynek. Szanse są 50:50. Musimy przede wszystkim poprawić przyjęcie. W Kędzierzynie musimy w tym elemencie zagrać lepiej – akcentuje Travica, szkoleniowiec Resovii.

- Aby liczyć na zwycięstwo z Resovią musimy mieć skuteczność ataku na poziomie 60-70 procent, zwłaszcza z pierwszej piłki. Taki procent mieliśmy w zwycięskich meczach z rzeszowskim zespołem, wtedy mogliśmy grać swoją grę. Remisujemy 2-2, czyli czeka nas finał składający się z jednego meczu – podkreśla Krzysztof Stelmach, trener ZAKSY. - Zobaczymy, kto będzie w nim lepszy. Gramy u siebie. Nie ma to wprawdzie zbyt wielkiego znaczenia, ale spróbujemy się pozbierać po dwóch porażkach. Jedziemy do przodu.

Już ponad 50 fanów siatkarzy Asseco Resovii z klubu kibica zapisało się na wyjazd do Kędzierzyna. Na pewno będzie ich słychać. Mobilizacja także wśród kibiców ZAKSY.

Źródło: nowiny24.pl

 
Będzie piąty mecz! Resovia wciąż walczy o brąz! PDF Drukuj Email
Wpisany przez Jadzinkaaa   
środa, 12 maja 2010 09:27

Tego się chyba nikt nie spodziewał. Siatkarze Asseco Resovii w poniedziałek, z beznadziejnej niemal sytuacji doprowadzili do przedłużenia rywalizacji o trzecie miejsce w PlusLidze. We wtorek poszli za ciosem, pokonali Zaksę Kędzierzyn-Koźle 3:1 i w piątek zagrają w Kędzierzynie decydujący mecz

Po tym, czego w poniedziałek w trzecim meczu rywalizacji o brązowy medal, dokonali siatkarze Asseco Resovii, apetyty kibiców w rzeszowskiej hali Podpromie przed starciem numer cztery były olbrzymie. Co prawda pewna grupa kibiców w poniedziałek, pod koniec trzeciego seta opuściła już halę, a ci co zostali brawami nagradzali rywali. Klub kibica do końca jednak dopingował resoviaków, śpiewając: "wygrajcie dla nas". Podopieczni Ljubo Travicy ich posłuchali i odwrócili losy meczu doprowadzając do czwartego spotkania.

Rzeszowscy kibice we wtorek rozpoczęli doping od tego samego okrzyku, a obie drużyny spotkanie rozpoczęły tak samo jak dzień wcześniej. Znowu spokojniej i dokładniej grali gracze Zaksy, choć tym razem nie było już widać tak dużej ich przewagi nad resoviakami, jak dzień wcześniej. Asseco Resovia nie grała źle, ale dośc długo w boisko, szczególnie na kontrach, nie mógł się wstrzelić Białorusin Aleh Akhrem. Spore problemy ze skończeniem ataku miał też Fin Mikko Oivanen i stąd niemal od pierwszej piłki goście mieli kilka punktów przewagi. Tylko jednak do połowy seta. Po drugiej przerwie technicznej (15:16) rzeszowianie włączyli piąty bieg, a Zaksa stanęła. Asowe zagrywki Oivanena i Krzysztofa Gierczyńskiego, punktowe bloki Resovii, a także błędy kędzierzynian spowodowały, że ostatnie minuty pierwszej odsłony należały do miejscowych. Ci wygrali końcówkę 10:3, co dało im zwycięstwo w secie i prowadzenie w meczu.

Potwierdziło się w tej partii, że jeden zawodnik nie jest w stanie wygrać za cały zespół. Choć Jakub Jarosz grał znakomicie (70 procent skuteczności w ataku), to nie miał jednak wsparcia wśród kolegów. Michał Ruciak nie skończył żadnego z ośmiu ataków, a tylko nieco lepiej spisywali się środkowi Zaksy.

Na początku drugiej partii wydawało się, że goście całkowicie opadli z sił i z wiary w zwycięstwo. Nie wychodziło im nic, trener Krzysztof Stelmach szukał zmian, ale zarówno Grzegorz Pilarz jak i Kanadyjczyk Terence Martin wkomponowani się niestety dla przyjezdnych w słabą grę kolegów. Resoviacy natomiast grali jak natchnieni, prowadzili już 13:5 i... stanęli. Sygnał do odrabiania strat dał Ukrainiec Jurij Gładyr, który zaczął potężnie zagrywać, a miejscowi nie mieli pomysłu jak podbić jego serwy. W efekcie szybko z całej przewagi nie zostało nic. Zaksa objęła nawet prowadzenie! Przyjezdni byli lepsi o jeden punkt (16:15) na drugiej przerwie technicznej, jednak po niej powtórzyła się sytuacja z pierwszej partii. Znów przyspieszyła Resovia, która tym razem punktowała blokiem. Tak też zakończyła seta, zatrzymując Jarosza.

Nieskuteczna pogoń za resoviakami wlała jednak wiarę w gości, którzy nie zamierzali się poddać. Zaczęli grać jak w dwóch pierwszych meczach rywalizacji o brąz, rządząc i dzieląc na boisku. Do znakomitej dyspozycji wrócił Jarosz, w całej Zaksie wróciła zagrywka i od początku do końca to przyjezdni kontrolowali grę. Osiągnęli wyraźną przewagę (15:9, 20:14), a trener miejscowych Ljubo Travica powoli wymieniał praktycznie cały skład. Dał odpocząć podstawowym graczom, co miało zaprocentować w kolejnej partii.

I zaprocentowało! Tym razem to resoviacy dyktowali warunki gry, a przyjezdni nie byli już tak skuteczni. Ciężar gry wziął na siebie Akhrem, tak jak wcześniej robił to Gierczyński. Obaj wykorzystywali znakomitą grę w obronie Resovii, kończyli kontry i dzięki temu miejscowi punkt za punktem budowali swoją przewagę. Dołożyli jeszcze kilka punktów zagrywką oraz blokiem i po raz drugi spełnili prośbę kibiców o zwycięstwo. Z sytuacji niemal beznadziejnej, wyrównali stan rywalizacji o brązowy medal na 2:2 i doprowadzili do piątego, decydującego spotkania, które odbędzie się już w piątek, w Kędzierzynie-Koźlu.

Asseco Resovia Rzeszów - ZAKSA Kędzierzyn Koźle  3:1

(25:19, 25:21, 15:25, 25:17)

Resovia: Gierczyński (12), Oivanen (17), Redwitz (2), Akhrem (21), Kosok (9), Perłowski (4), Ignaczak (libero) oraz Wika, Gawryszewski (1), Papke, Ilić i Mika
ZAKSA: Masny, Jarosz (26), Sammelvuo (9), Gladyr (6), Kaźmierczak (6), Ruciak (5), Mierzejewski (libero) oraz Pilarz (1) i Martin (3)

Sędziowali: Janusz Soból i Sylwester Strzylak (obaj Radom)

Widzów: 3,8 tys.

Stan rywalizacji do trzech zwycięstw: 2:2. Decydujący, piąty mecz odbędzie się w piątek w Kędzierzynie-Koźlu.

Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów
Zmieniony: środa, 12 maja 2010 10:42
 
Cud na Podpromiu! Resovia wygrała przegrany mecz PDF Drukuj Email
Wpisany przez Kasia   
wtorek, 11 maja 2010 13:24

Resovia Rzeszów - Kędzierzyn-Koźle 3:2 (25:27, 18:25, 27:25, 25:23, 15:10)

Resovia: Gierczyński (14 pkt.), Redwitz, Kosok (13), Perłowski (10),  Akhrem (15), Oivanen (20),  Ignaczak (libero) oraz Ilić (3), Papke (3), Mika, Wika (1)
K-K: Masny (1), Jarosz (30), Sammelvuo (9), Ruciak (13), Kaźmierczak, Gładyr  (15),  Mierzejewski (1) (libero) oraz Martin, Szczerbaniuk (5), Pilarz, Witczak

Sędziowali: Grzegorz Jacyna (Wrocław) i Wojciech Kasprzyk (Częstochowa)

MVP: Ivan Ilić

Widzów: 3,8 tys.

Siatkarze Asseco Resovii przegrywali już w trzecim meczu rywalizacji o trzecie miejsce w PlusLidze z Zaksą Kędzierzyn-Koźle 0:2 i 17:23 w secie trzecim. Gościom do brązu brakowało dwóch punktów, ale resoviacy zdołali się podnieść i wygrać mecz 3:2! Czwarte spotkanie obu ekip we wtorek o godz. 20.30.

Po dwóch pierwszych spotkaniach "małego finału" mało kto w Rzeszowie liczył na to, że siatkarze Asseco Resovii będą jeszcze w stanie odwrócić losy rywalizacji. W Kędzierzynie-Koźlu rzeszowianie nie tylko przegrali dwa spotkania, lecz także zaprezentowali się bardzo słabo, co nie najlepiej wróżyło przed poniedziałkową konfrontacją.

Rzeszowianie zaczęli jednak przyzwoicie, choć cały czas to goście prowadzili, a Resovia musiała gonić. Udało jej się to przy stanie 19:18, choć za chwilę znowu na prowadzeniu byli kędzierzynianie. Oba zespoły grały zresztą zrywami, co doprowadziło do zaciętej końcówki. W tej popis gry dał Jakub Jarosz, do którego w ciemno piłki rozgrywał Słowak Michał Masny, a atakujący Zaksy nie miał zamiaru się pomylić. Miejscowi obronili jeszcze dwie piłki setowe, ale przy trzeciej byli bezradni. Masny zaserwował na Aleha Akhrema, a Białorusinowi piłka przeleciała przez palce i było po secie.

Resovia przegrała, bo zbyt często wyciągała rękę do rywala. Rzeszowianie lepiej przyjmowali zagrywki, skuteczniej atakowali i zdobyli więcej punktów blokiem. Oddali Zaksie jednak aż 11 punktów po błędach własnych, przy tylko czterech pomyłkach rywali.

Trener miejscowych Ljubo Travica zaryzykował, wpuszczając w drugim secie na boisko młodego Mateusza Mikę. Ten jednak niewiele pomógł, bo znowu resoviacy zaczęli od błędów. Po trzech pomyłkach i asie Roberta Szczerbaniuka, który również pojawił się na dłużej, w drugim secie było już 5:1 dla Zaksy. Później jeszcze popis gry w polu zagrywki dał Michał Ruciak, który sześć razy z rzędu mocno zaserwował na stronę przeciwnika. A resoviacy? Mieli spore problemy, by podbić serwy, a później w ataku nie byli w stanie wiele zrobić. Rywale bez problemu wygrali i tę partię - do 18.

Z wyniku 0:2 w meczach i 0:2 w spotkaniu trzecim niełatwo się podnieść. Asseco Resovia próbowała jednak do końca i tego dokonała! Na początku trzeciej partii przez chwilę prowadziła, ale znowu zaczęła zbyt łatwo oddawać punkty kędzierzynianom, którzy byli bardziej dokładni, spokojniejsi i bardziej szanowali piłkę. I tak było do stanu 23:17 dla przyjezdnych. Ci jednak chyba za szybko widzieli się na podium mistrzostw Polski. Zaczęli grać zbyt nonszalancko, a resoviacy dowodzeni w tej partii przez Serba Ivana Ilicia punkt po punkcie gonili. Zagrywał Grzegorz Kosok, gracze Zaksy nie przyjmowali, a za chwilę albo nadziewali się na blok Resovii, albo na skuteczną kontrę. W efekcie zamiast zakończyć rywalizację, przegrali seta do 25.

Sytuacja powtórzyła się też w czwartej partii. Zaksa znowu spokojnie prowadziła, wygrywała nawet 19:15, ale za chwilę dwukrotnie Akhrem na pojedynczym bloku złapał Ruciaka i było po 19. Chwilę później po serwisie Fina Mikko Oivanena piłka zawinęła się o taśmę i spadła w boisku rywala. Było 23:22. Resoviacy uwierzyli wreszcie w siebie, a Krzysztof Gierczyński doprowadził atakiem na 25:23 do tie-breaka.

W tym role się odwróciły. Podłamani goście zaczęli teraz oddawać pole gry i punkty resoviakom. Ci znakomicie serwowali, przyjmowali i bronili w polu. A w kontratakach mylili się rzadko. Od początku do końca kontrolowali wynik i wygrali spotkanie 3:2, przedłużając rywalizację o brązowe medale. Spora w tym zasługa Ilicia, który znakomicie prowadził grę, zostając MVP spotkania.

Źródło: gazeta.pl

Zmieniony: wtorek, 11 maja 2010 13:31
 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna > Ostatnie >>

Strona 1 z 5