Najnowsze odpowiedzi na forum

Koniec walki o finał PDF Drukuj Email
Wpisany przez Kasia   
niedziela, 25 kwietnia 2010 13:09

Asseco Resovia Rzeszów- PGE Skra Bełchatów 0:3 (24:26, 23:25, 20:25)

Stan rywalizacji play-off: 3:1 dla Skry

Składy zespołów:

Asseco Resovia: Gierczyński (7), Mika(6) , Oivanen (14), Kosok (11), Grzyb (3), Redwitz (2), Ignaczak (libero) oraz Perłowski (3), Akhrem, Papke i Ilic

Skra Bełchatów: Wlazły (17), Falasca (3), Antiga (6), Winiarski(9), Możdżonek, (10), Pliński, (13), Gacek (libero) oraz Kurek

Widzów: 4500

 
Gramy dalej! Skra pokonana! PDF Drukuj Email
Wpisany przez Kasia   
sobota, 24 kwietnia 2010 08:15

Asseco Resovia – Skra Bełchatów 3:2 (19:25, 25:22, 17:25, 25:20, 15:10)

w play-off 2-1 dla Skry

Resovia: Redwitz (2), Gierczyński (11), Grzyb (6), Kosok (2), Oivanen (22), Mika (14), Ignaczak (libero) oraz Papke (1), Ilić, Perłowski (4), Trener Ljubo Travica.

Skra: Falasca (2), Wlazły (26), Antiga (11), Pliński (7), Możdżonek (11), Winiarski (16), Gacek (libero) oraz Dobrowolski, Novotny, Kurek (5). Trener Jacek Nawrocki.

Sędziowali: Andrzej Lemek (Kraków) i Maciej Twardowski (Radom). Widzów 5000.

MVP- Mateusz Mika

Siatkarze Asseco Resovii w trzecim meczu półfinału PlusLigi pokonali Skrę Bełchatów 3:2. W sobotę o godzinie 18 w hali Podpromie spotkanie numer 4.
Najlepszym zawodnikiem tego emocjonującego pojedynku był Mateusz Mika, który zastąpił w pierwszej szóstce Aleha Akhrema, który nadal narzeka na problemy ze skręconą w pierwszym pojedynku w Bełchatowie nogą.

- Mateusz zagrał kapitalny mecz. Mogę spokojnie leczyć swoją kontuzjowaną nogę – mówił Aleh. – Tak naprawdę to wprost nie mogłem wytrzymać, kiedy nasi koledzy walczyli ze Skrą o zwycięstwo, a jak stałem z boku i nie mogłem im pomóc. Strasznie się cieszę, że wreszcie wygrali.

Rzeczywiście, nasza drużyna mocno postawiła się faworyzowanej Skrze. Goście byli pewni swego, ale w czwartym secie mocno zrzedła im mina. Przeważali trzema punktami i wydawało im się, że awans do finału mają już jak w banku. Popełnili jednak kilka błędów, pewność siebie ich zgubiła. Resovia doskonale radziła sobie w przyjęciu, zdobyła, m.in. dzięki błędom przeciwnika, sześć punktów z rzędu, objęła prowadzenia i już do końca tej odsłony nie dała sobie wyrwać zwycięstwa. Wśród gospodarzy świetnie grali zwłaszcza Mika i Krzysztof Gierczyński. Ważne punkty zdobywał Mikko Oivanen, choć zdarzały mu się także kiksy. W obronie zwijał się jak w ukropie Krzysztof Ignaczak. Mika, którego w pierwszych odsłonach rywale nękali zagrywkami, ustabilizował przyjęcie, a na dodatek kończył akcje w ataku i kontrataku.

– Ten chłopak grał naprawdę świetnie – bił brawo po udanych akcjach swojego młodego kadrowicza Daniel Castellani, trener reprezentacji Polski.

W tie-breaku najpierw walka toczyła się punkt za punkt. Kiedy zespoły zmieniały się stronami, przeważali wicemistrzowie Polski 8:6. Za moment powiększyli przewagę. Skra była wyraźnie zdegustowana takim obrotem sprawy. Popełniała błędy, a resoviacy grali swoje. W nagrodę wywalczyli historyczne zwycięstwo nad rywalem, którego nigdy wcześniej w lidze nie ograli. Brawo. Ostatnie akcje kibice oglądali na stojąco. Niespodzianka i to sporego kalibru stała się faktem.

- Pokazaliśmy, że ze Skrą można grać i wygrywać. Skra przyciśnięta do muru popełnia błędy. To nie jest zespół robotów grających zawsze na wysokim poziomie. W tym meczy wygrywał zespół, który miał lepsze przyjęcie – oceniał Andrzej Kowal, drugi trener rzeszowskiej drużyny. – Mamy chwile radości. Skra grała nierówno. W sobotę będziemy chcieli w sobotę zrobić kolejną niespodziankę i pojechać na piąty mecz do Bełchatowa.

- Wygraliśmy mecz ostatniej szansy. W sobotę czeka nas taki sam. Chcemy raz jeszcze pojechać do Bełchatowa. Skra straci trochę na pewności siebie, a my zyskamy. W sobotę postaramy się zagrać jeszcze lepiej, aby grać dalej – podsumował Łukasz Perłowski.
- Nie zagraliśmy na 110 procent swoich możliwości, ale mimo to pokonaliśmy Skrę.
Cieszę się, że miałem w tym swój udział. Teraz naszym celem jest wygranie meczu numer 4. Mam nadzieję, że w sobotę zagram jeszcze lepiej – powiedział Mateusz Mika, bohater piątkowego wieczora w Rzeszowie. To on, a nie gwiazdy Skry, na czele z Wlazłym, był oblegany przez fanów siatkówki.

Źródło: nowiny24

 
Przedłużyć półfinałową rywalizację PDF Drukuj Email
Wpisany przez Kasia   
piątek, 23 kwietnia 2010 17:37

W piątek o godz. 20.30 w hali Podpromie Asseco Resovia rozegra trzeci mecz półfinałowy z mistrzem Polski, Skrą Bełchatów. Jeśli rzeszowianie wygrają, w sobotę zagrają ponownie. Jeśli nie, zostanie im walka o brązowy medal .
Po dwóch pierwszym spotkaniach w Bełchatowie resoviacy przegrywają 0:2. Oba pojedynki przegrali 1:3, choć za każdym razem to oni wyraźnie wygrywali pierwszego seta. Na niewiele się to jednak zdało. - Skra wykazała się większą dojrzałością, sprytem i doświadczeniem. Przegrywamy już 0:2, ale przegrywamy z nie byle kim, tylko z głównym kandydatem do zdobycia złotego medalu. Teraz przenosimy się do Rzeszowa i będziemy szukać swojej szansy. Mam nadzieję, że zagramy lepiej niż w Bełchatowie - zapowiada Krzysztof Gierczyński, kapitan Asseco Resovii.

To na nim spoczęła w tym dwumeczu odpowiedzialność za atak na lewym skrzydle, po tym jak w pierwszym secie pierwszego meczu skręcenia kostki doznał Białorusin Aleh Akhrem. W poniedziałkowym meczu zastąpił go Marcin Wika, a we wtorek młody Mateusz Mika, który spisał się znakomicie. Siła ataku rzeszowian pod nieobecność Akhrema wyraźnie jednak spadła, dlatego cieszyć może szybki powrót do zdrowia rzeszowskiego przyjmującego. - Bardzo chciałbym zagrać w piątek i pomóc drużynie w stu procentach. Wszystko idzie w dobrym kierunku. Nie próbowałem co prawda jeszcze atakować, ale na ostatnich treningach mam spróbować i dopiero po badaniach i po tych treningach okaże się, czy wystąpię w piątek - mówił w czwartek po południu Akhrem, który przez cały czas miał zabiegi na skręconą kostkę. Białorusina jednak bardzo ciągnie na boisko. - Ja lubię grać z takimi drużynami, walczyć z nimi. Wierzę w to, że możemy wygrać i zrobić tym sporą przyjemność wszystkim - dodał rzeszowski przyjmujący.

Sęk jednak w tym, że w lidze resoviacy ze Skrą nie wygrali odkąd wrócili do ekstraklasy. A teraz, by przedłużyć rywalizację o awans do finału, potrzebują dwóch zwycięstw w swojej hali. W tym sezonie co prawda udało im się raz wygrać w Rzeszowie ze Skrą, ale w rozgrywkach Pucharu Polski. - Zawsze można wygrać. Musimy tylko popełniać mniej błędów od Skry, mniej niż w tych meczach w Bełchatowie - stwierdza Mateusz Mika, młody przyjmujący rzeszowian, który z powodzeniem radził sobie we wtorkowej rywalizacji ze Skrą.

Bełchatowianie są w niezwykle komfortowej sytuacji, bowiem brakuje im do awansu do finału już tylko jednej wygranej. W perspektywie mają też za tydzień Final Four Ligi Mistrzów, który jest dla nich głównym celem na ten sezon. Dlatego też chcą już w piątek zakończyć rywalizację w Rzeszowie, choć nastawiają się na twardą walkę. - Chcemy zwyciężyć i awansować do finału, choć zdajemy sobie sprawę z tego, że każdy set tej rywalizacji będzie dla nas bardzo ciężki. Wystarczy spojrzeć na wyniki poszczególnych setów w dwóch pierwszych meczach. Do tego trzeba pamiętać, że Resovia grała bez swojego podstawowego zawodnika, Akhrema - mówi Daniel Pliński, środkowy bełchatowian.

Początek piątkowego meczu o godz. 20.30. Transmisja w Polsacie Sport. Jeśli wygrają resoviacy, w sobotę o godz. 18.00 odbędzie się czwarte spotkanie obu drużyn.

Źródło: gazeta.pl

Zmieniony: sobota, 24 kwietnia 2010 13:29
 
Powtórka z poniedziałku. Resovia przegrała 1:3 PDF Drukuj Email
Wpisany przez Jadzinkaaa   
środa, 21 kwietnia 2010 11:13

Po dwóch spotkaniach półfinałowych w Bełchatowie Asseco Resovia przegrywa ze Skrą Bełchatów już 0:2. We wtorkowym, drugim starciu powtórzyła się historia z poniedziałkowego meczu, gdy po pierwszym wygranym przez rzeszowian secie w kolejnych trzech górą byli miejscowi

W drugim półfinałowym starciu ze Skrą resoviacy musieli sobie radzić bez jednego ze swoich liderów Białorusina Aleha Akhrema. Przyjmujący co prawda był w składzie i nawet uczestniczył w rozgrzewce, ale nie był w stanie jeszcze grać w meczu, po tym jak w poniedziałkowym starciu skręcił kostkę. Na szczęście uraz nie okazał się na tyle groźny, by wyeliminować Białorusina z gry na dłużej. W piątkowym, trzecim meczu obu drużyn w Rzeszowie Akhrem powinien już zagrać.

W jego miejsce tym razem od początku pojawił się młody Mateusz Mika. Zagrał bez kompleksów, skutecznie przyjmując sporą dawkę zagrywek rywali, którzy upodobali sobie celowanie w niego. Perfekcyjnie dogrywał aż połowę piłek, przy 72 procentowym przyjęciu pozytywnym. Do tego sam narobił bełchatowianom trochę problemów z przyjęciem jego serwów, a także skutecznie grał w ataku. - Dawno nie widziałem, żeby tak wysoki chłopak przyjmował tak dobrze. To jest materiał na dobrego zawodnika i mam nadzieję, że to wykorzysta - chwalił Mikę środkowy Skry, Daniel Pliński. - Gram w siatkówkę już kilka lat, może to nie jest za dużo, ale po to trenuję, żeby grać. Większość ludzi traktuje mnie jeszcze zbyt protekcjonalnie. Jak coś nie wyjdzie to zwalają na młodość, jak wyjdzie to brawo. Myślę, że powoli przychodzi taki czas, że powinienem czuć na sobie większą odpowiedzialność - mówił z kolei sam przyjmujący Asseco Resovii.

//

Ta zaczęła wtorkowy mecz bardzo dobrze. Resoviacy, podobnie jak dzień wcześniej, znakomici zagrywali, mądrze grali taktycznie i szanowali piłkę, bardzo rzadko oddając ją za darmo rywalom. Do tego w ataku byli niemal nie do zatrzymania. Skutecznie zbijali 68 procent piłek, przy niemal o połowę mniejszej skuteczności Skry. Zresztą właśnie atakiem resoviacy wypracowali sobie od początku pierwszego seta kilkupunktową przewagę. Prowadzili 8:4, 16:10 i spokojnie kontrolowali wydarzenia na boisku. Walkę na siatce wygrali 17:10, a pierwszą odsłonę 25:18. - Przestrzegaliśmy się przed meczem, żeby nie powtórzyć tego co było w pierwszym spotkaniu, bo tym razem może się to dla nas tak dobrze nie skończyć - stwierdził po spotkaniu Jacek Nawrocki, trener Skry.

W kolejnej partii resoviacy nie zamierzali spuścić z tonu, ale do swojej dobrej gry zaczęli wracać bełchatowianie, a w dodatku mieli na boisku Mariusza Wlazłego. Ten zaczął kończyć praktycznie większość ataków i sam zdobył dla Skry w drugim secie aż osiem punktów. W ataku na dziewięć prób nie skończył tylko dwóch. Jego koledzy nie mylili się częściej i tym razem to oni rządzili na siatce, choć rzeszowianie nadal nieźle radzili sobie w ataku, szczególnie Krzysztof Gierczyński i Mikko Oivanen, którzy mylili się równie rzadko jak Wlazły. Tym razem to jednak Skra od samego początku prowadziła i pilnowała wyniku.

Podobnie zresztą wyglądał kolejny set, w którym z kolei swoje dołożył Michał Winiarski. Resovia nie grała źle, ale w porównaniu do Skry słabiej. Miejscowi lepiej radzili sobie w polu zagrywki i dzięki temu kilka razy zapunktowali blokiem. Choć w ataku nadal świetnie radzili sobie skrzydłowi rzeszowian (Oivanen 70 procent, Gierczyński 56, Mika 55), to wciąż było to za mało na znakomitych bełchatowian, którzy wygrywali praktycznie większość długich akcji. Zachowywali w nich więcej zimnej krwi, wykorzystywali większe doświadczenie i właśnie kontrami budowali swoją przewagę.

Tak samo było też w partii czwartej, gdy resoviacy trzymali się rywali do stanu 11:10. Później jednak na zagrywkę powędrował Wlazły. Zaczął od asa, później Skra wygrała kolejne dwie kontry, dorzuciła dwa bloki i było już 18:10. Rzeszowianie zerwali się jeszcze na chwilę przy zagrywkach Łukasza Perłowskiego, ale zniwelowanie takich strat przeciwko Skrze to misja praktycznie niewykonalna. Zawodnicy Asseco Resovii po raz drugi z rzędu zeszli więc z boiska pokonani 3:1. - Mimo, że postawiliśmy Skrze dziś wysoko poprzeczkę, to wynik niestety jest taki sam jak wczoraj. Bełchatowianie wykazali się większą dojrzałością, większym sprytem - kręcił głowa Krzysztof Gierczyński, kapitan rzeszowian i dodał: - Przegrywamy 0:2, ale przenosimy się do Rzeszowa. Myślę, że we własnej hali będziemy grać jeszcze lepiej niż tutaj.

Mimo zwycięstwa kilka elementów do poprawy widzi w grze Skry Pliński. - Ja myślę, że to nie jest jeszcze nasza optymalna forma. Wiem, że możemy grać jeszcze lepszą siatkówkę. Tutaj chcieliśmy przede wszystkim wygrać. Prowadzimy 2:0, ale wiemy, że w Rzeszowie będzie bardzo ciężko. Wystarczy spojrzeć na wynik setów i pamiętać o tym, że Resovia grała bez swojego podstawowego zawodnika - mówił środkowy mistrzów Polski. - Robiliśmy wszystko by wygrać, zawodnicy dali z siebie wszystko, ale na Skrę było to za mało. Myślę, że zadecydowała lepsza zagrywka rywali, a do tego lepszy blok - dodał Ljubo Travica, szkoleniowiec Resovii.

Skra-Resovia 3:1 (18:25; 25:20;, 25:20, 25:19)

Skra: Falasca 3, Antiga 12, Możdżonek 12, Wlazły 17, Winiarski 15, Pliński 10 oraz Gacek (libero), Dobrowolski, Kurek 4, Novotny 3, Bąkiewicz, Wnuk.

Asseco Resovia: Redwitz 1, Gierczyński 16, Kosok 5, Oivanen 23, Mika 11, Grzyb 5 oraz Ignaczak (libero), Perłowski 2, Papke, Ilić.

Sędziowali: Wojciech Maroszek (Żory) i Krzysztof Szmydyński (Góra Śląska)

Stan rywalizacji 2:0 dla Skry. Kolejny mecz w Rzeszowie w piątek o godz. 20.30. Ewentualne czwarte spotkanie zaplanowano na sobotę na godz. 14.45.

Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów
Zmieniony: środa, 21 kwietnia 2010 11:15
 
Resovia przegrywa pierwszy półfinał PDF Drukuj Email
Wpisany przez Jadzinkaaa   
środa, 21 kwietnia 2010 11:09

Mimo znakomitego początku meczu siatkarze Asseco Resovii przegrali pierwsze półfinałowe spotkanie w PlusLidze z PGE Skrą Bełchatów 1:3. Dodatkowo w pierwszym secie kontuzji doznał jeden z liderów rzeszowian, Białorusin Aleh Akhrem

Pierwsze minuty spotkania w niczym nie przypominały tego, co zazwyczaj dzieje się w polskich halach, gdy grają siatkarze. Kibice obu drużyn do 16 punktu w pierwszym secie nagradzali zawodników jedynie brawami, a całkowicie zaprzestali dopingu. Tym sposobem chcieli uczcić pamięć osób, które 10 kwietnia zginęły w katastrofie lotniczej w Smoleńsku. Mecz zresztą poprzedziła minuta ciszy, a zawodnicy wystąpili z czarnymi wstążkami przypiętymi do koszulek.

Gdy wrócił doping Asseco Resovia prowadziła już 16:10. Goście grali spokojnie, konsekwentnie i w odróżnieniu od miejscowych nie popełniali błędów. Tuż przed przerwą techniczną stracili jednak jednego ze swoich liderów. Białorusin Aleh Akhrem po jednej z akcji upadł na tyle niefortunnie, że skręcił kostkę. I to był najprawdopodobniej kluczowy moment tego meczu. - Wylądowałem na czyjejś nodze, gdy skakałem do bloku. Nie ma wielkiej opuchlizny, ale gdy staję to boli - mówił zaraz po meczu Akhrem. Na szczęście Białorusin gra w stabilizatorach na kostkę. - To na pewno uratowało kostkę. Jakby nie stabilizator byłoby gorzej - dodał. - Szkoda zawodników, szkoda Alka, bo nie wiadomo jak groźna jest to kontuzja. Zaczęliśmy mecz bardzo mocno skoncentrowani, ale po tej kontuzji ta koncentracja spadła - żałował trener Asseco Resovii Ljubo Travica.

Jego podopieczni pierwszą partię wygrali jeszcze siłą rozpędu. Nadal grali konsekwentnie i równo, a Skra myliła się nader często jak na nich. Oddała Resovii aż 11 punktów po własnych błędach, a do tego w ataku kończyła zaledwie 28 procent piłek. W efekcie resoviacy wygrali do 14! - W pierwszym secie graliśmy zbyt nerwowo, popełnialiśmy za dużo błędów. Wszystko przez to, że długo nie graliśmy. Oczekiwaliśmy na Final Four Ligi Mistrzów, ale ten z wiadomych względów się nie odbył. Brakowało nam tej adrenaliny meczowej. W kolejnych setach jednak wróciliśmy do swojej gry - podsumował Michał Winiarski, przyjmujący Skry.

Brak Akhrema w zespole Asseco Resovii uwidocznił się w kolejnych partiach. Marcin Wika, który go zmienił, nie był w stanie zastąpić Białorusina ani w ataku, ani w przyjęciu. Do tego miejscowi zaczęli powoli wracać do swojej normalnej dyspozycji. Mocniej zagrywali, zaczęli punktować blokiem i skuteczniejsi byli na siatce. Po przeciwnej stronie siatki w ataku uwijali się Fin Mikko Oivanen i Krzysztof Gierczyński, ale to było trochę za mało na mistrzów Polski. Tym bardziej, że po raz kolejny znakomitą klasę pokazywał Francuz Stephane Antiga, praktycznie bezbłędny w ataku i przyjęciu. Drugi set padł więc łupem Skry, tak samo zresztą jak trzeci. W trzeciej odsłonie, na jej początku, doszło do ciekawej sytuacji. Do stanu 6:3 dla Skry w zespole gospodarzy punktował tylko jeden zawodnik. Mariusz Wlazły zdobył pięć punktów atakiem, a jeden dorzucił jeszcze blokiem.

Gdy w czwartej partii Skra prowadziła już 4:0 wydawało się, że jest po meczu. Za nienajlepiej grającego Wikę (47 procent skuteczności w przyjęciu i 10 procent w ataku) wszedł jednak wracający po kontuzji Mateusz Mika i to przy jego zagrywkach rzeszowianie odrobili całe straty. Prowadzili nawet 12:11, ale dwa razy zabrakło im zimnej krwi. Tej sporą dawkę miał natomiast Antiga, który kończył praktycznie wszystkie sytuacyjne piłki. - Skra w kluczowych momentach zagrała znakomicie - stwierdził Travica i dodał: - Szkoda tego meczu. To mogła być największa okazja do zwycięstwa na wszystkie mecze, które rozegramy. W następnych takiej może już nie być. Trener Skry, Jacek Nawrocki stwierdził z kolei: - Mecze z Resovią to spotkania, w których wszystko się jeszcze może zdarzyć. Dlatego cieszę się, że wygraliśmy.

Kolejne, drugie spotkanie odbędzie się we wtorek, również w Bełchatowie o godz. 20.30. Transmisja w Polsacie Sport. Trzeci i ewentualnie czwarty mecz zaplanowano na piątek i sobotę w Rzeszowie.

Skra-Resovia: 3:1 (14:25; 25:19; 25:20; 25:19)

Skra: Falasca 6, Antiga 12, Pliński 4, Wlazły 21, Winiarski 11, Możdżonek 13 oraz Gacek (libero), Novotny 1, Dobrowolski, Kurek 1.

Asseco Resovia: Redwitz 3, Gierczyński 12, Kosok 3, Oivanen 20, Akhrem 3, Grzyb 8 oraz Ignaczak (libero), Wika 2, Papke, Ilić, Perłowski, Mika 2.

Sędziowali: Grzegorz Jacyna (Wrocław) i Dariusz Jasiński (Bydgoszcz)

Stan rywalizacji 1:0 dla Skry.

Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów
Zmieniony: środa, 21 kwietnia 2010 14:29
 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>

Strona 6 z 29